...
Bogowie olimpijscy

Dzeus


Dzeus


Dzeus to imię najwyższego boga Grecji, władcy Olimpu, pana błyskawic i piorunów. Był bogiem o zmiennym jak niebo charakterze i co chwila innym obliczu. To on według mitologii zsyłał deszcz i śnieg. Wśród gromów i burzy objawiała się jego potęga jako władcy, który gromadzi czarne kłębowiska chmur, huraganem podnosi ołowiane fale morza, rozmiata piasek ziemskich dróg i otwierając upusty niebieskich wód, na szczytach gór zapala ognie grzywiaste. Wyobrażenie, jakie mieli Grecy o Dzeusie; zmieniało się z postępem cywilizacji helleńskiej. Gdy byli jeszcze na wpół barbarzyńcami, cenili w nim przede wszystkim siłę i złowrogą moc niszczenia. Później ozdabiali go coraz doskonalszymi zaletami serca i umysłu, aż powstał idealny obraz najwyższego bóstwa, którego mądrej władzy podlegają wszystkie dziedziny życia. Zeus był opiekunem praw, a ze szczytów swojego tronu, na którego stopniach siedziała bogini Sprawiedliwości, przestrzegał świętości przysięgi, którą ludzie składali wznosząc ręce i oczy do nieba i wymawiając jego imię. Dobry i łagodny, otaczał opieką wszelką pracę ludzką. Na złotych szalach ważył losy śmiertelnych i wedle wskazań jej wagi zsyłał dobro i zło, dolę lub niedolę.

Hera


Hera


Hera to królowa nieba, małżonka Zeusa. Wysoka, dumna, ubrana w fałdziste szaty z diadem z gwiazd na głowie, z ciemnymi, surowymi, rozkazującymi oczami. Mało się działo wedle jej woli, Zeus ulegał jej często, ale nie zawsze, raczej aby uniknąć kłótni, do której Hera była skora. Gdy mu brakowało cierpliwości, dawał jej odczuć swą wyższość w sposób nieco gwałtowny. Raz związał ją złotym łańcuchem i powiesił za ręce u szczytu Olimpu, a dla większej męczarni przydał do nóg dwa ciężkie kowadła. Dopiero na prośbę bogów uwolnił ją w kilka dni później. Była bardzo wrażliwa na wszystko, co mówiono o jej urodzie. Nie znosiła żadnych porównań, w mniemaniu, że królowa nieba powinna być najpiękniejsza na świecie. Poeci, chcąc się jej przypodobać, chwalili olśniewającą białość jej ramion i wielkie, ciemnobłękitne oczy. Ale kobiety sądziły o tym inaczej. Córki króla Projtosa mówiły głośno, że jej nie ustępują w piękności. W zamian Hera zesłała na nie szaleństwo, a one uciekły do lasu, beczały, pasły się na łąkach i uważały siebie po prostu za krowy. Inne, podobnie zarozumiałe panny ukarała w ten sposób, że zamieniła je w kamienne schody prowadzące do świątyni. Ojciec ich, który był kapłanem, stąpał codziennie po skamieniałych ciałach córek i słyszał cichy jęk dzieci pod swymi stopami. Białoramienna bogini była patronką niewiast. Do niej modliły się panny w dniu ślubu, ona opiekowała się macierzyństwem i niosła pociechę wdowom. W Olimpii, gdzie stała jedna z najstarszych świątyń Hery, odbywały się co pięć lat igrzyska dziewcząt. W krótkich koszulkach, z rozpuszczonymi włosami, biegły do mety walcząc o nagrodę, którą była gałązka oliwną i kawał pieczeni ze zwierząt ofiarnych. Zresztą w każdym mieście miała Hera świątynię, kaplicę lub ołtarz. W czasach pierwotnych jej wizerunkiem był prosty słup lub belka. Później przedstawiano ją jako poważną matronę o majestatycznej urodzie. Tak ją wyrzeźbił Poliklet w kolosalnym posągu, który stał w świątyni Hery w Argos. Bogini siedziała na tronie trzymając w jednej ręce jabłko granatu, symbol płodności, w drugiej berło z kukułką, ptakiem jej poświęconym.

Afrodyta


Afrodyta


Afrodyta nie miała ani ojca, ani matki. Pewnego bardzo pięknego poranku wyłoniła się po prostu z piany morskiej, niedaleko Cypru. Była boginią miłości. Najpierw sama się zakochała i poznała wszystkie słodycze i wszystkie cierpienia tego uczucia. Wybrańcem jej serca był A d o n i s, piękny myśliwy. Bogini, przyzwyczajona do wygodnego życia, wstawała skoro świt, aby towarzyszyć Adonisowi na polowaniu. Delikatne stopy krwawiła o ciernie i kamienie, jej lekkie szaty darły się wśród gąszczów leśnych. Pewnego dnia, pod cedrami na szczytach Libanu, Adonisa poszarpał dzik. Za późno przybyła bogini z pomocą. Adonis schylił głowę w jej białe ramiona i wyzionął ducha. Afrodyta polała krew kochanka nektarem i krew czerwona zamieniła się w kwiat zwany anemonem. Niepocieszona bogini poszła do Zeusa z prośbą, by kazał wyprowadzić duszę kochanka z podziemi i oblekł ją w dawne piękne biało. Spełniono jej życzenie i odtąd Adonis sześć miesięcy spędzał przy Afrodycie, a na drugą połowę roku wracał do Hadesu. Oddawano mu cześć boską. Ośmiodniowe święto Adoniów było zarazem smutne i wesołe. Przez pierwsze cztery dni opłakiwano jego śmierć nad sztucznym grobem, w którym leżała drewniana figura, a przez następne cztery obnoszono jego posągi głosząc zmartwychwstanie młodzieńca. Po domach: ustawiano „ogródki Adonisa", wazoniki z roślinami, które, jak rzeżucha, szybko wschodzą i prędko więdną symbol rzemijającej młodości lub lata ginącego pod srebrną kosą zimy. W najdawniejszych czasach przedstawiano Afrodytę, jak zresztą wszystkie boginie, w długiej, do kostek sięgającej szacie; w ręce trzymała jakiś owoc lub kwiat, u stóp jej siedziały gołębie. Począwszy od IV wieku przed n. e. jawi się Afrodyta w sztuce greckiej naga lub do połowy obnażona, zwykle w kąpieli lub jako A n a d i o m e n e, tj. "wychodząca z morza", a więc w chwili swych cudownych narodzin. Najpiękniejszy posąg bogini miłości był dziełem ateńskiego rzeźbiarza Praksytelesa (IV wiek przed n. e.). Oryginał się nie zachował, lecz przetrwał w niezliczonych kopiach. Postać Afrodyty odtwarzali z równym zamiłowaniem i malarze starożytni. Na freskach pompejańskich widzimy ją łowiącą ryby na wędkę lub płynącą w muszli po morzu w otoczeniu małych Erosów.

Apollo


Apollo


Apollo był synem Zeusa i Latony. Urodził się na wyspie Delos, pod drzewem palmowym. Gdy miał przyjść na świat, ze wszystkich stron przypłynęły łabędzie, a otoczywszy zwartym kołem błogosławioną wyspę śpiewały cudnie. Od tej chwili jałowe skały Delos zakwitły i napełniły się radością świeżej zieleni. Apollo był najpiękniejszy z bogów: wysoki, smukły, jasnowłosy, zachował dar wiecznej młodości i boskie przejrzyste oczy, które widziały daleko w głąb czasu i przestrzeni. Był bogiem wyroczni i wróżb, a odblask jego urody odgadywano w złotym obliczu słońca, którego był panem. Jako ten, co daje jasnowidzenie, był Apollo patronem wieszczów, śpiewaków i poetów, których zwano „dziatwą Apollina". Jako bóg muzyki i poezji, kapelmistrz orkiestry olimpijskiej, był Apollo zwierzchnikiem muz, dziewięciu cór Zeusa i Mnemosyne (Pamięci): K a l l i o p e (Piękno lica) – muzy pieśni bohaterskiej, trzymała rylec i tabliczkę do pisania K l i o (Głosząca sławę) - muzy zajmujące się historią i ma zwój pergaminu E u t e r p e (Radosna) - patronki liryki, gra na flecie T a l e j a (Rozkoszna) - muzy komedii M e l p o m e n e (Śpiewająca) - muzy tragedii T e r p s y c h o r a (Kochająca taniec) - muzy tańca E r a t o (Umiłowana) - wygrywająca pieśni miłosne P o l i h y m n i a - zsyłająca natchnienie tym, którzy piszą hymny i pieśni pobożne U r a n i a (Niebiańska) - dźwigającej globus astralny, bo jej dziełem jest gwiaździorstwo. Apolla nazywano zbawcą, gdyż wspierał ludzi w cierpieniu, ratował z nieszczęścia, śmierć odwracał, zbrodniarzy oczyszczał z grzechów. Był lekarzem duszy i ciała. Dziwnie się składało, że do kogo Apollo się przywiązał, tego spotykało jakieś nieszczęście. Miał Apollo serdecznego przyjaciela w młodym H i a k i n t o s i e, którego uczył strzelać z łuku i grać na cytrze. Tymczasem Zefir, bożek łagodnego wiatru, tak pokochał pięknego młodzieńca, że nie mógł znieść, iż ów porzuca jego towarzystwo dla olimpijskiego boga. Pewnego dnia, gdy Apollo zabawiał się dyskiem, Zefir nagłym tchnieniem tak skierował dysk rzucony przez Apollina, że Hiakintos otrzymał cios śmiertelny. Na próżno syn Latony chciał mu wrócić życie z pomocą ziół leczniczych. Młodzieniec umarł, a z jego krwi wyrósł kwiat, który do dziś nazywamy hiacyntem.

Artemida


Artemida


Artemis była bliźniaczą siostrą Apollina. Równie jak on piękna, nie myślała jednak o małżeństwie i została na zawsze dziewicą, jak Atena. Artemis była prawdziwą królową lasów. Lud na Peloponezie czcił Artemidę jako boginię płodności i śmierci zarazem. Jej poświęcone były źródła, rzeki i moczary, bo dają urodzaj ziemi, a imię jej sławiono i wśród uprawnych niw w dolinach i wśród lasów na wyniosłościach Tajgetu. Użyczała bowiem błogosławieństwa roślinom, zwierzętom i dzieciom, które polecano jej opiece, wspierała również matki przy porodzie. W Sparcie corocznie przed jej ołtarzem ćwiczono chłopców, tak żeby krew tryskała na posąg bogini. Była to pamiątka jeszcze z tych czasów, kiedy Artemidzie, jako bogini śmierci, składano krwawe ofiary z ludzi. Mieszkańcy Taurydy (dzisiejszego Krymu) prawdopodobnie w czasach historycznych zabijali jej w ofierze schwytanych na wybrzeżu cudzoziemców. Podobnie jak Apollo, Artemida była dobroczynną boginią. Modlono się do niej o zdrowie drogich osób. Na jej pachnących ołtarzach dziewice składały pukle włosów, a panny młode w dzień ślubu ofiarowywały jej zabawki dziecinne. Zwyczajnie wyobrażano Artemidę jako łowczynię w krótkiej, niedbale przepasanej szacie; nogi i ręce nagie; na plecach kołczan, w ręku łuk. We włosach błyszczał diadem w kształcie półksiężyca. W Efezie natomiast, na wybrzeżu Azji Mniejszej, stała świątynia pod wezwaniem Artemidy, którą tam przedstawiano zupełnie inaczej: jako matkę wszego stworzenia, o stu piersiach. Nie była to Artemida, lecz bóstwo azjatyckie, którego kult Grecy tam mieszkający przejęli od sąsiadów i przemianowali je nazwą rodzimą. W Atenach, w Epidauros i na wyspie Delos nosiła Artemis przydomek H e k a t e (W dal godząca), przez co utożsamiono ją z boginią czczoną pod tym imieniem w Azji Mniejszej. Ową Hekate pojmowano jako boginię śmierci, która chodzi po grobach, zjawia się w upiornej postaci w noce księżycowe na rozstajnych drogach w otoczeniu duchów i psów. Aby ją ubłagać, wynoszono jej na rozdroża resztki ofiar składanych umarłym. Była boginią czarów i czarownice wzywały jej pomocy do swych ciemnych praktyk.

Ares


Ares


Ares był synem Zeusa i Hery. Jako dziecko nie objawiał żadnych zdolności, więc oddano go na wychowanie jednemu z tytanów. Mistrz sam nic nie umiał i zaprawiał ucznia jedynie do ćwiczeń fizycznych. Wyrobił mu silne muskuły i wpoił przekonanie, że najpiękniejszym zajęciem jest wojna. Ares zamówił u Hefajstosa cały arsenał mieczów, tarcz i włóczni i zszedł na ziemię. Ludzie nie znali dotychczas wojennego rzemiosła. Zabijali się w sposób nader nieumiejętny. W razie sporu brali kije lub kamienie, a ich walki odznaczały się brakiem wszelkiego ładu. Najzacieklejsze waśnie kończyły się kilku guzami. Dopiero Ares nauczył ich bezinteresownego bohaterstwa i stali się okrutni. Sporządzili broń na podobieństwo tej, którą im pokazał i zmienili się w żołnierzy. Odtąd wojna nabrała właściwego znaczenia. Zorganizowane okrucieństwo było zajęciem pięknym, zaszczytnym i korzystnym. Pewnego dnia Ares znikł bez śladu. Hermes, który wszystko potrafi wyśledzić, znalazł go w ciemnym lochu, gdzie zamknęli go dwaj zbóje. Przesiedział tam piętnaście miesięcy w wielkiej nędzy i pohańbieniu. Długo nie pokazywał się na Olimpie. Upodobał sobie Trację, kraj dzikich gór i jeszcze dzikszych ludzi którym opowiadał o wojnie, o swoim męstwie i swojej sile. Atena czuła do niego nieprzepartą odrazę. Szukała z nim zwady aby go pokonać i upokorzyć. Raz zadała mu włócznią dotkliwą ranę „w dołek brzucha", gdzie końce pasa schodzą się ze sobą. Aren raniony tak wrzasnął, jakby wrzeszczało dziewięć lub dziesięć tysięcy mężów i wzniósł się do nieba niby chmura ciemna. Tam zasiadł obok Zeusa i wskazując na krew nieśmiertelną, co lała się obficie z rany, zaczął się skarżyć na ludzi i na Atenę. Grecy żywili dla Aresa mniej więcej te same uczucia, co jego własny ojciec. Nie stawiali mu świątyń i poza paru kapliczkami niepodobna stwierdzić jakiegoś bardziej powszechnego kultu. Sztuka przedstawiała go jako młodego, silnego mężczyznę, czasem z brodą i w pełnej zbroi, częściej nagiego i bez zarostu. Najpiękniejszym z zachowanych posągów jest A r e s L u d o v i s i: siedząc założył nogę na nogę i ręce wsparł na głowicy miecza, spod nóg wychyla się mały Eros i figlarnie spogląda ku zamyślonemu Aresowi. Jest to jakby ilustracja do słów filozofa Arystotelesa: „Wojownicy, są przeważnie bardzo kochliwi".

Atena


Atena


Bóstwo mądrości, przyszła na świat w bardzo dziwny sposób. Zeus, który od dłuższego czasu odczuwał dotkliwe bóle głowy, wezwał Hefajstosa, najtęższego z bogów kowala i kazał toporem rozbić sobie czaszkę, aby się przekonać, co jest powodem cierpienia. Ledwo Hefajstos zadał mu cios, z otwartej głowy wyskoczyła dorodna bogini, w jasnej zbroi. Zeus kochał ją najbardziej ze wszystkich swoich dzieci, sadzał wysoko na radzie bogów, cenił zawsze jej zdanie i na znak szczególnej łaski pozwalał używać swej strasznej broni - piorunu. Była to surowa i niedostępna dziewica, postawy olbrzymiej, wielkiej siły i niezłomnego hartu. Nigdy nie myślała ani o miłości, ani o małżeństwie. Nie miała po prostu na to czasu. Zajmowało ją wszystko. Wynalazła mnóstwo pożytecznych rzeczy, a uczeni i filozofowie widzieli w niej swoją patronkę. Potępiali jedynie jej zamiłowanie do wojny. Lecz Atena zbroję nosiła tylko po to, żeby bronić słusznej sprawy i miast napadniętych zdradziecko. Gałąź z poświęconego jej drzewa oliwnego stała się symbolem zgody między zwaśnionymi. Ateńczycy widzieli w swojej bogini idealne uosobienie samych Aten i najdoskonalszy wyraz wszystkich cnót ateńskich. Dawano jej rozmaite przydomki ze względu na jej rozliczne zajęcia. Zwano ją E r g a n e, czyli Pracownicą, P o l i a s - czyli Patronką Miast, P r o m a c h o s czyli Panią Zastępów; P a l l a s czyli Panną, jak to imię objaśnia geograf grecki Strabon, mówiąc: „urodziwą i świetnego rodu pannę zowie się u Hellenów: pallas". Lecz najmilsza była dla niej nazwa P a r t e n o s - Dziewica. Atenie-Dziewicy zbudowano w Atenach świątynię, P a r t e n o n, której wspaniałe ruiny do dziś się zachowały. W świątyni był posąg Ateny, roboty Fidiasza, równie kosztowny jak jego Zeus olimpijski: cały ze złota i kości słoniowej, wysoki na dwanaście metrów. Bogini stała opierając się lewą ręką na tarczy, spod której wychylał się wąż, a w prawej dłoni trzymała skrzydlatą boginię zwycięstwa, Nike. Na głowie miała hełm ozdobny, a ubrana była w długą szatę opada­jącą do stóp w poważnych fałdach. Była to postać pełna szlachetności, siły i majestatu, tak jak ją widzimy w licznych zachowanych posągach. Ptakiem poświęconym Atenie była sowa, do dziś symbol wiedzy i mądrości. Ze wszystkich miast greckich Atena kochała najbardziej to, które od niej wzięło swą nazwę - dumne, wspaniałe Ateny. Tam miała najpiękniejsze świątynie i najokazalsze uroczystości. Ateńczycy ob­chodzili od niepamiętnych czasów, w porze żniw, z początkiem sierpnia, P a n a t e n a j e. Były one pierwotnie świętem chłopskim, aż król Pizystrat (VI wiek przed n. e.) uczynił z nich naczelną uroczystość ateńską, sprawianą co cztery lata z wielką wystawnością. W czasie Panatenajów odbywały się wyścigi na wozach, zapasy atletów i koncerty muzyczno-wokalne. Ze wszystkich stron zjeżdżali się artyści i występowali w Odejonie, wielkim gmachu koncertowym, u stóp skały Akropolis. Zwycięzcy otrzymywali pewną ilość oliwy wyciskanej ze świętych oliwek Ateny i przechowywanej w malowanych dzbanach. W ostatnim, dziewiątym dniu Wielkich Panatenajów odbywały się w Zatoce Salarnińskiej wyścigi żeglarskie. W blaskach sierpniowego słońca uwijały się roje łodzi i drobnych stateczków. Na słabym wietrze furkotały żagle mieniąc się wszystkimi barwami. Piękne święto zamykano obrazem, pozostającym na długo w pamięci - radosną wizją lazurowego morza, złotego słońca i cichego, pogodnego błękitu - nieba.

Charyty


Charyty


Charyty były boginiami pogodnego wdzięku i radosnych uroków. Za ich sprawą powstawało wszystko, co miłe i nadobne. Młodzieńcy i dziewczęta zawdzięczali im urodę, a najpiękniejsze źródła miały wody tak jasne i przejrzyste dlatego, że charyty się kiedyś w nich kąpały. Były mistrzyniami ceremonii na Olimpie i urządzały biesiady bogów. Jednocześnie upiększały życie człowieka. Lubiły przede wszystkim towarzystwo boga wina, Dionizosa i na ich cześć wypijało się przy stole pierwsze puchary. Rozmiłowane w śpiewie, przystawały chętnie z muzami i Apollinem. Służyły Afrodycie, co rano, po kąpieli, namaszczały ją olejkami, przygotowując dla niej pachnące szaty i wieńcząc ją kwiatami. Prastary kult charyt istniał w mieście Orchomenos. Przez długie wieki nie miały one tam innych posągów prócz nie obrobionych kamieni, które były w wielkim poszanowaniu; gdyż opowiadano o nich, że niegdyś spadły z nieba. Ku czci dobrych bogiń obchodzono święto C h a r i t e z j e z muzycznymi popisami i nocnymi tańcami, po czym rozdawano ludowi ciastka pszeniczne z miodem. Zwykle wymieniano trzy charyty: Eufrozyne, Taleja, Aglaja. Przedstawiano je jako urodziwe dziewczęta, pięknie wystrojone, później nagie. Trzymają się zwykle za ręce, jakby do tańca. W Atenach u wejścia na Akropol stała grupa charyt, dzieło Sokratesa, z czasów, gdy filozof zajmował się jeszcze robotą rzeźbiarską w pracowni swego ojca. Jako atrybuty mają: różę, mirt, instrumenty muzyczne, jabłko lub flakonik z wonnym olejkiem, czasem kłosy lub maki.

Eros


Eros


W różnych epokach rozmaicie wyobrażano sobie Erosa, raz jako figlarnego chłopczyka, który z malutkim łukiem i strzałeczkami uwija się po świecie na motylich skrzydełkach, a raz jako boga potężnego i wielkiego. W Tesipiach czczono go pod postacią nie obrobionego głazu, który był największą świętością w tym mieście i wierzono, że Eros jest synem boga urodzajów, Hermesa, i podziemnej bogini Artemis. Później twierdzono, że Eros jest synem i nieodłącznym towarzyszem Afrodyty. Uważano go za najmłodszego z bogów, który nigdy nie miał czasu wyrosnąć i dojrzeć: pozostał na zawsze małym chłopcem i psotnym łobuzem. Zeus, przewidując złośliwą naturę bożka, chciał go uśmiercić zaraz po narodzeniu, lecz Afrodyta ukryta dziecko w lasach, gdzie żywiło się mlekiem lwicy i tygrysicy. Były to plotki, które wymyślali o nim zawiedzeni w miłości, oskarżając go, że ich serca przeszył jadowitą strzałą. Ale wszyscy inni sławili go raczej jako tego, który życie ludzkie ozdabia kwiatami najpiękniejszych uczuć.

Hefajstos


Hefajstos


Najpracowitszy z bogów – bóg ognia, dźwigni wszelkiego postępu. Kochał ludzkość i uczył ją obrabiania metali i wykonywania dzieła sztuki. Czczono go szczególnie na wyspie Lemnos. Tam był, jak się zdaje, najstarszy ośrodek kultu Hefajstosa, związany z wulkanem, który na tej wyspie od najdawniejszych czasów był czynny i wygasł dopiero za Aleksandra Wielkiego. Lemnijczycy utrzymywali, że właśnie w głębi tej góry ognistej znajduje się kuźnia Hefajstosa. W Atenach obchodzono w październiku C h a l k e j e ­- święto kowali. Na cześć Hefajstosa odbywały się l a m p a d o f o r i e - bieg z pochodniami. Piesi i konni nieśli pochodnie i zwyciężał ten kto z płonącą pochodnią pierwszy dobiegł do celu. Składano bogu ognia ofiary całopalne. W sztuce przedstawiano Hefajstosa jako muskularnego, brodatego mężczyznę, a dając mu siedzącą postawę, ukrywano jego kalectwo. Zwykle ma przy sobie młot lub inny przedmiot wskazujący na zawód kowala. Hefajstos rzadko bywał na przyjęciach u Zeusa i uważany był za samotnika. Sam jednak nie czuł się samotny. W swej cudownej kuźni na wyspie Lemnos lub we wnętrzu Etny, pośród wiernych cyklopów, boski mechanik dniem i nocą, pracował, jak gdyby spoczynek był mu niepotrzebny i jakby tylko w rozgwarze twardej roboty czuł się dobrze. Kuł pioruny dla Zeusa, naprawiał rydwan Słońca; komu potrzebna tarcza, komu miecz, komu piękny pancerz ze złota - ten szedł do Hefajstosa i wiedział, że mu kulawy kowal nie odmówi. Gdy miał więcej wolnego czasu, robił berło dla króla albo zabawiał się biżuterią, której boginie Olimpu nigdy nie miały dosyć. Wszystko, co wychodziło z jego rąk, było piękne i misterne. Czasem zaś wykonywał rzeczy wręcz cudowne: niewolnice ze złota, które poruszały się jak żywe; fotele, które same biegały na salę rady bogów. Pewnego razu dwaj cyklopi zjawili się u bram Olimpu i powiedzieli, że przynoszą podarek od Hefajstosa dla królowej nieba. Było to krzesło. Śliczne krzesło. Całe ze złota i drogich kamieni. Wygodne bardzo. Hera kazała je ustawić w swoim pokoju i zaraz na nim usiadła. Ale wtedy, nie wiadomo skąd, wysunęły się jakieś kleszcze czy więzy, które trzymały tak mocno, że bogini z miejsca się ruszyć nie mogła. Kto wie, co by się stało, gdyby nie uproszono złośliwego mechanika, który na koniec sam przyszedł i uwolnił Herę z tego śmiesznego więzienia. Kochał matkę i ujął się za nią wówczas; gdy Zeus powiesił Herę za ręce u szczytu Olimpu. Ojciec w gniewie zrzucił go na ziemię na wyspę Lemnos. Zaopiekowała się nim bogini morska Tetyda i zaniosła do swego domu z korali. Przez dziewięć lat tak żył, aż zapomnieli o nim i ojciec, i matka, i cały Olimp. Wszyscy byli przekonani, że zginął gdzieś w przestworzach oceanu. On zaś nie chciał wracać do świata, z którego tak boleśnie go wygnano. Dopiero Bachus, bóg wina, spoił go raz, wsadził na osła i sprowadził na Olimp. Radość była ogromna. Wiedziano bowiem, że z Hefajstosa jest dobry towarzysz, dowcipny i mądry, i a przede wszystkim taki pożyteczny: wszystko zrobi i wszystko i naprawi. Zeus; chcąc go uczcić i wynagrodzić dawne krzywdy, dał mu za żonę najpiękniejszą boginię, Afrodytę. Ale nie było to szczęśliwe małżeństwo. Bogini piękności nie mogła się pogodzić z trybem życia swego męża. Ona lubiła świat bogów i ludzi, on tylko swoją kuźnię, ona chciała być wszędzie tam, gdzie wesele i pląsy, on poza pracą nie znał innych rozkoszy; wyrabiał i najcudowniejsze klejnoty, a sam chodził jak ostatni niewolnik, wiecznie osmolony i brudny. Nie pomyślano tylko o jednej rzeczy: że Hefajstos był niegdyś młody, piękny i radosny, jak wszyscy bogowie, a dopiero potem stał się opuszczony i ponury. A że mu Zeus dał za żonę najpiękniejszą boginię, to uważał za nowe szyderstwo ze swojej brzydoty.

Hermes


Hermes


Hermes, syn Zeusa i Mai, urodził się nad ranem na górze Kyllene w Arkadii. Szelmostwa uczyniły Hermesa bogiem złodziei. Ledwo bowiem wszedł na Olimp, już nazajutrz Ares chodził bez miecza; Posejdonowi gdzieś przepadł trójząb, którym zwykł się podpierać! Afrodyta przy rannej toalecie zauważyła brak przepaski na biodra; Hefajstos nigdzie nie mógł znaleźć obcęgów. Wszystko to kradł Hermes. Wszyscy bogowie lubili Hermesa, choć niejednemu płatał figle. Miał w sobie tyle młodości i świeżego wdzięku, że Olimp bez niego wydawał się ponury i pusty. Zeus mianował go swoim ambasadorem, posłem i gońcem. Wybór był doskonały, albowiem szybkonogi bożek w mig spełniał wszelkie rozkazy, był sprytny, orientował się w każdym położeniu i umiał być w potrzebie dyskretny. Powoli i inni bogowie i boginie zaczęli korzystać z jego usług i Hermes musiał sobie sprawić małe skrzydełka u nóg, aby się wywiązać ze wszystkich zadań. Hermes był wynalazcą ćwiczeń gimnastycznych. Uważano go za patrona palestry i gimnazjum , gdzie młodzież w codziennych ćwiczeniach pielęgnowała zdrowie i siłę ciała. Na placach publicznych, w sądach i zgromadzeniach ludowych czczono go jako boga wymowy, bo był chytry i potrafił przekonać innych. Kupcy widzieli w nim szczególnego swego orędownika i nieraz można spotkać posągi Hermesa trzymającego w ręce woreczek z pieniędzmi. Hermes miał wszędzie świątynie, ołtarze i posągi, ale najbardziej czczono go w Arkadii, gdzie była, góra Kyllene, miejsce jego urodzenia. Arkadowie widzieli w nim główne bóstwo pasterskie, które troszczy się o zdrowie i paszę owiec i kóz. Obchodzono ku jego czci święto połączone z igrzyskami i przedstawiano go jako dobrego pasterza z barankiem na ramionach.